Jake

 Ostatnie 2 tygodnie były dosyć ciężkie: wizyta dawnego gangu, wiecznie krwawiące rany po postrzałach, utrudniona naprawa samochodów, utrudnione oddychanie, chęć zabrania jednej z trzech dawek....na szczęście się powstrzymałem. Przez pierwsze dni przeszywał mnie okropny ból szczególnie po prawej stronie, kulka przeleciała na wylot zostawiając otwarty "tunel", który nie potrafił przestać krwawić, myślałem, że sytuacja z wypadku się powtórzy i tym razem nie wyjde z tego cało. Nie chciałem niczyjej pomocy, sam potrafie o siebie zadbać, gdybym nie potrafił to już by mnie tu nie było.

Sully był bardzo przejęty, nie odstąpywał mnie na krok, a nawet wyczuł moment kiedy nadejdzie czas zmiany bandaży i przyniósł nowe, co za prawdziwy i oddany przyjaciel. Najbardziej mnie bolało, gdy przyniósł swoją ulubioną piłke, którą mu rzucałem za warsztatem do jeziora, niestety nie dałem rady mimo wielkich chęci. Obejmowałem wtedy psa za szyje i tłumaczyłem mu do ucha, że "jeszcze nie jestem w formie, ale za jakiś czas będziemy się razem kąpać w jeziorze i bawić zabawkami". Czasem dostrzegłem w jego oczach smutek, ale gdybym mu pokazał piłkę lub piszczącego hot doga to wybiegł by z warsztatu aż by sie kurzyło. 

Dzisiejszy dzień był troszkę pochmurny, słońce próbowało się przebić żeby dać życie każdej istocie tu na dole, ale uparte chmury ciągnęły się nieskończenie. Siedziałem przed warsztatem na swoim krześle z domu, standardowo opierałem głowę o zimną blache i zajadałem się ciszą. To miejsce jest dla mnie jak najbardziej idealne - żadnych hałasów, rozmów po nocach, jeżdżących samochodów, co więcej potrzeba?  

Sully leżał obok, ty kudłaty śpiochu, pomyślałem. Dopiero co zjadł resztę swojej wielkiej kości z tłuszczykiem w środku, przypomniała mi sie jego reakcja, gdy przyniosłem kość do warsztatu - stał naprzeciwko i powoli sie oblizywał, potem ogon poszedł w ruch i jakby prąd go poraził ruszył do przodu z położonymi uszami i swoim uśmiechem na pyszczku. To miały być przeprosiny, że wtedy go zamknąłem na parę godzin.

Za chwile przyszła jego przyjaciółka Holi, młody pitbull czuł się o wiele lepiej. Było mi tak ciepło na sercu, że z dnia na dzień wyglądała coraz lepiej i zaczęła zaczepiać Sully'iego żeby sie z nią pobawił. Z kościstego biedaka stała się piękną suczką o kremowo białym umarszczeniu, mordka cały czas jej się uśmiechała, zupełnie jakby chciała powiedzieć "dziękuje, że dostałam drugą szanse". Wycieczka do schroniska ze Serafiną była najlepszą decyzją i być może jeszcze się tam wybiore. Ciekawiło mnie czy dziewczyna nas odwiedzi, zobaczyłaby jak jej podopieczna się zmieniła na lepsze. 

- Znowu cie zaczepia, hmm? - spytałem owczarka, który uniósł głowe żeby uwolnić ucho z zębów suczki - musisz jej pokazać, że ty tu rządzisz 

Sully westchnął i szczeknął na Holi, ta od razu odskoczyła na bok zdziwiona, ale po chwili zaczepianie rozpoczęło sie na nowo. Byli tacy uroczy, naprawde cieszyłem się, że mam ich obydwóch przy sobie. 

Za chwile miał przyjechać samochód do przeglądu, ostatnio mało ich przyjmowałem, a jeśli już to zmieniałem terminy na następny miesiąc tłumacząc natłok napraw albo zamknięty warsztat. Nie znosiłem kłamstwa, ale wciąż nie byłem w stanie się schylić czy też obrócić i coś chwycić. Czasami sie zapominałem albo robiłem coś na siłe, bo ile można być niesprawnym, ale zaraz bandaże stawały sie czerwone na nowo i musiałem je zmienić. Specjalnie ubierałem czarne koszulki i dodatkowo bluzy żeby nie było nic widać, po co ktoś ma sobie nie wiadomo co myśleć? Jeszcze pare tygodni i będzie dobrze, zostanie jedynie ślad, ale bedzie dobrze. 

Rozprostowałem jedną noge, w takiej pozycji mi było o wiele wygodniej i nie czułem żadnego kłucia z boku. Problemem wciąż była rana na lewym ramieniu, bywało, że nie dawała mi spać w nocy i zmuszony byłem leżeć na prawym boku, a na plecach mi było zawsze najwygodniej.... Cały czas tłumaczyłem sobie: jeszcze troche wytrzymaj, a będzie wszystko dobrze. Pamiętam kiedyś jak jeszcze pracowałem dla tych palantów jako ochroniarz zarobiłem kulkę 5 cm od serca, najlepsze, że tak jak teraz miałem krwotok w nosie i obezwładniłem wroga. Potem dopiero się mną zajęli i opatrzyli. Najgorsze cztery tygodnie w życiu. 

Rozprostuj się, za pare minut przyjeżdża klient na przegląd, pomyślałem. Na pewno lepiej mi się wstaje z krzesła niż kiedyś, ale potrzebuje chwili na zebranie oddechu. No dobra, trzeba założyć strój roboczy, pomyślałem. O dziwo sprawnie się poruszałem, nie myślałem, że to powiem, ale cieszył mnie ten fakt. Ubrałem strój, troche zacisnąłem zęby, spoko dałem radę. Spojrzałem na przyczepioną karteczke na tablicy, białe Audi - przegląd ogólny 15.30, wszystko wiadomo. 

- Sully? - spytałem 

Owczarek wyłonił się zza podnośnika i przekrzywił głowę. O tak, był gotowy do działania.

- Ptzynieś prosze klucze i latarke - poprosiłem 

Spojrzał na szafke pod ścianą i zwinnie do niej poszedł. W tym samym czasie Holi wpatrywała sie we mnie jakby chciała zapytać "a co ze mną?". 

- Też chcesz pomóc? Zobaczmy... 

Wygrzebałem z szuflady szmatki, śrubokręty, stare kable i małą bezużyteczną opone od zabawkowego samochodu. To powinno sie znaleźć w moim kartonie ze skarbami, opona należała do mojego pierwszego plastikowego auta, któremu wymieniałem koła. Już wtedy mając kilka lat wiedziałem, że zostane mechanikiem. Położyłem zdobycz na półce i chwyciłem kilka szmatek.

- Będziesz je trzymać, a jak poproszę to mi podasz jedną - pokazałem suczce trzy różnokolorowe materiały żeby obwąchała.

Złapała je w zęby, najpierw się nimi bawiła jak szczenię - podrzucała, trzepała głową, a nawet oszczekała z każdej strony. Jednak gdy powiedziałem żeby przyniosła, to szczęśliwa przybiegła i rzuciła szmatkę na podłoge. Zadowolona położyła się na plecach, a ja obsypałem ją przyjemnym drapaniem po brzuchu.


(Elizabeth?)


 

Pauu Lina krytyczna biel