Jake c.d. Beth

Jeśli mam być szczery, to miałem totalnie wywalone na to, co zamierzali wszyscy trzej zrobić, im zależało tylko na mnie, a nie na Beth, zależało im na zastraszeniu mnie. Jednakże było mi jej cholernie szkoda, widziałem co chwilę płynące po jej policzkach łzy błagające o pomoc, wszystko moja pieprzona wina....nie mogłem jej po prostu obsłużyć jak każdego innego klienta i puścić w niepamięć?
- Gadaj - zmrużył oczy - znam twoje techniki tortur, mogę ci na niej zademonstrować - wyszczerzył swoje żółte, popękane zęby.
Dwóch mięśniaków trzymało mnie z całych sił pod ramionami, gdybym wykonał ruch w stronę lewą to oberwę, w stronę prawą to również oberwę, a dziewczyna wyzionie w końcu ducha. Moje tortury? Chłopie, ty nie masz pojęcia jakich ja technik stosowałem, a na tobie mogę poćwiczyć nowe metody, pomyślałem. Zdjęcie skóry z twarzy czy zmiażdżenie kości dłoni młotkiem brzmi wręcz idealnie. 
Czułem straszny ucisk na plecach, gość po lewej stronie wbijał mi łokieć w poharatane plecy od zabawki szefa, druciany bicz musiał być jego ulubioną zabawką, w sumie nic dziwnego.
Zacząłem się wiercić jak zwierzę, które wpadło w pułapkę zatrzaskową, czułem jak po plecach cieknie mi krew, o tak. Może i trochę zblednę od utraty krwi, ale taki jest mój aktualny cel. Ci próbowali mnie uspokoić, ale mieli mały problem, starali chwycić mnie za nogi żeby powalić na ziemie, nic z tego moi drodzy, potrafię walczyć do końca, a z resztą powinniście to wiedzieć. Ostatecznie dostałem dwa ciosy w brzuch. W pewnej chwili po prostu rozluźniłem się i opadłem bezwładnie na rękach dwóch mężczyzn, tak szczerze było mi słabo, ale to na bank wprowadzi ich w niezłe zakłopotanie albo i nawet panikę. Przecież mieli wyciągnąć ode mnie informacje, ode mnie żywego prawda? Celowo też wstrzymałem oddech, a potrafię nie oddychać nawet 5 minut. 
Nietrwało to długo - mężczyźni najpierw zapewne patrzyli po sobie zadając sobie pytanie ''o co chodzi?'', a potem rzucili mnie na podłogę myśląc, że to mnie ocuci. 
- Coście mu zrobili...! - powiedziała Beth półkrzykiem, dalej z jej oczu lały się łzy 
- Uważajcie - syknął jeden z nich i czułem lekkie uderzenie na podłodze jak klęka na kolano - wiecie kim on jest, co nie? - szepnął - nie odwracajcie się do niego tyłem - zagroził
Pozostali dwaj krzątali się na tyłach, chyba nie wiedzieli co mają ze sobą zrobić. Ten przede mną zniżył głowę nad moją i zapewne bacznie się przyglądał, starałem się pod żadnym pozorem nie drgnąć. 
- Idźcie po szefa, niech on zadecyduje - postanowił i szybko się ode mnie odsunął, on zdecydowanie wie do czego jestem zdolny, pomyślałem. 
Zapadła cisza na pokoju, słyszałem głośne rozmowy piętro niżej, obstawiałem, że grają pokera i jeden zdobywa przewagę nad pozostałymi, charakterystyczne śmiechy niosły się daleko. Beth ciężko oddychała, a wręcz z trudem połykała ślinę, wytrzymaj jeszcze chwilę, proszę, uciekniesz stąd cała i zdrowa. 
- Skoro jesteśmy sami.... - nagle mężczyzna zmienił ton na bardzo swobodny - możemy się zabawić - zachichotał świszczącym głosem
- Zostaw mnie.... ty potworze - zająkła się dziewczyna, nie była w stanie wyregulować oddechu ze strachu
Złapałem po cichu oddech, teraz gdy stał ode mnie tyłem, miałem wystarczająco czasu żeby się z nim rozprawić. Ciężko mi było zebrać siły, żeby wstać, ale na upartego da się wszystko zrobić. Sięgnąłem dłonią do buta, na szczególne okazje mam tam specjalne schowany niewielki nóż survivalowy, przeważnie używany do otwierania puszek na konserwy czy cięcia skóry małych zwierząt, ale w tej chwili posłuży mi do czegoś jeszcze lepszego. 
Serce mi przyspieszyło gdy chwilowo straciłem równowagę, na szczęście odbyło się to bez żadnego hałasu. Wbijałem w swój cel wzrok jak drapieżnik szykujący się na atak na ofiarę. Szybkim ruchem podciąłem facetowi obydwie stopy na wysokości kostek aby miał trudności z poruszaniem się, a następnie wbiłem mu nóż obok kręgosłupa - to go na chwile zszokuje albo i sparaliżuje. Niecałe kilka sekund potem mężczyzna leżał nieruchomo, ale był przytomny, chyba trafiłem w jego czułe miejsce. Wyjąłem mu z kieszeni jego pistolet, dopiero potem rozpoznałem typa - tylko Leon nosił Glocka 17 z niepełnym magazynkiem, zawsze mieliśmy ze sobą nieprzyjemne sytuacje, ale zastanawiałem się, czy już tak długo mnie tu nie było, że mnie nie poznał? A może udawał? 
- Co jest ze mną? - spytał totalnie zdezorientowany - co mi zrobiłeś?! - ledwo mógł ruszyć palcami
- Czego wy ode mnie jeszcze chcecie? - przytknąłem mu broń do głowy - spłaciłem wszystko, oddałem wszystko, a wy i tak wyciągacie brudne łapska po więcej - warknąłem
- Jake, ja... szef nami steruje...wiesz dobrze jaki on jest... sam nam wpakuje kulke w łeb za to, że nic nam nie powiedziałeś czemu odeszłeś bez słowa, a na to jest procedura! 
- Nie krzycz tak, chcesz się pozbyć głosu? 
- Nie rób mi nic złego - błagał i zacisnął oczy 
Z typowego umięśnionego mężczyzny należącego do gangu narkotykowego pojawiło się małe i bezbronne dziecko, które chciało jak najszybciej znaleźć się w objęciach matki. To niesamowite jak łatwo można złamać człowieka i sprawić, że poczuje się jak robak. 
- Spróbuj komuś coś powiedzieć, znajdę cię, a potem wiesz co zrobię - znasz moje techniki, prawda?

(uwielbiam dodawać gify do opowiadań)

Pokiwał energicznie głową, a raczej trząsł się jak galareta. Schowałem jego pistolet do kieszeni, w kącie pomieszczenia leżały jakieś zakurzone ubrania, obstawiałem, że należały do innych nieszczęśników jak my, tylko, że tamtym się nie udało przeżyć. Złapałem dwie koszule i jakieś większe spodnie, tyle nam wystarczyło żeby się czymś okryć. 
- Beth? - spytałem spokojnie - ubierz to - podałem jej ubrania
Wpatrywała się w leżącego mężczyznę, co chwila przecierała ręce i nogi jakby chciała zrzucić z siebie brud od typa, który ją dotykał, czułem jaka nienawiść i jednocześnie bezradność ją otaczała. 
- Ubierz, proszę - zbliżyłem się, a dziewczyna odskoczyła jak spłoszona 
- Nie dotykaj...! Nie chce tu...z nim tutaj - wymamrotała zakłopotana - chce wyjść, WYJŚĆ!
- Nie wyjdziesz w takim stanie - tu miałem na myśli obdarte spodnie i brak koszulki 
Po chwili dotarło do niej i założyła na siebie zbyt dużą koszulkę z niewielką dziurą na boku i czarne spodnie, na szczęście były dobrej długości. 
Nie chciałem jej sprawiać większego dyskomfortu, wszystko jest tu nowe, nieznane, a ja przywykłem do takiego życia i przemocy, z resztą kiedy życie było dla mnie łaskawe? Gdy wszystko już było tak jak powinno, zbliżyłem się do leżącego mężczyzny i wyciągnąłem nóż z jego ciała.
- Za kilka minut wróci czucie, nie szarp sie - przekazałem mu, może i nie byliśmy najlepszymi kolegami, ale nie zasłużył na śmierć
Wyszliśmy na korytarz, przypomniało mi się, że dwa typy mieli pójść po szefa, mało czasu, pomyślałem. Spojrzałem na Beth, była nieobecna, z resztą co się dziwić, wszystko twoja wina ty idioto, ty ją w to wpakowałeś, przeszło mi w myślach. 
- Beth, musimy przejść piwnicą, słyszysz? - odwróciłem się powoli do niej, nie chcę szybkim ruchem jej znowu spłoszyć - tam jest tylne okno
Dziewczyna uciekała wzrokiem, trzymała się ode mnie na bezpieczną odległość, a ręce miała złożone na wysokości mostka. Nagle mnie olśniło - w piwnicy znajduje się moja sala do "tortur", a za zamkniętymi drzwiami obok jest wyjście, tak naprawde innej drogi nie ma na tyłach. Pozostałe wyjścia odpadają, bo na sto procent ktoś nas zauważy, a pójście przez kasyno nawet w przebraniu to samobójstwo. Czy ona musi na to patrzeć? Spojrzałem na dziewczynę, miałem ochotę związać jej oczy i uszy żeby nie patrzyła i nie słyszała niczego więcej. W pistolecie od Leona są jeszcze dwie kulki, wystarczy dla mnie, pomyślałem.
- Chodź, jesteśmy niedaleko - wyciągnąłem do niej ręke, ale zrobiła dwa kroki do tyłu
- Idźmy do wyjścia - powiedziała stanowczo, wbijała wzrok w podłogę
Westchnąłem zrezygnowany, idźmy do tego wyjścia i potem zapomnijmy o sobie, tak będzie najlepiej. 


(Beth? Ostatnie dwa miesiace byly zawalone na maxa x,x)
Pauu Lina krytyczna biel