Po wysłaniu wiadomości do Jake'a moi oprawcy zadali mi jeszcze kilka pytań dotyczących mężczyzny, a kiedy nie uzyskali żadnej satysfakcjonującej ich odpowiedzi wynieśli mnie niczym worek ziemniaków z pomieszczenia. Niespecjalnie wiedziałam dokąd się kierowali, wiedziałam jedynie, że nie zamierzali mnie stąd wypuścić, dopóki nie dowiedzą się czegoś istotnego lub nie pojawiłby się tutaj Jake. Niespecjalnie podobało mi się to, że mój mechanik miał powiązania z takimi groźnymi ludźmi, ale nie mnie było to oceniać. W końcu demony przeszłości potrafią wejść w życie w najgorszym momencie i okropnie w nim namieszać.
Droga z pomieszczenia jeden, które mogło być biurem jakiegoś pod-szefa (nie wyglądało wystarczająco... brutalnie (?), żeby móc określić je jako należące do głównego szefa), do, jak się okazało, piwnicy trwała trzydzieści osiem sekund, pewnie gdyby pozwolono mi iść na własnych nogach zeszłoby około pięćdziesiąt. Jeszcze tylko kilka stopni i nawet nie zauważyłam, kiedy zostałam zrzucona na wilgotną podłogę, a moja prawa ręka została przykuta do jakiejś rzeczy, ciężko mi w tym półmroku było określić co to dokładnie było.
- To teraz tu sobie posiedzisz chwilę, zanim twój kochaś tu przyjedzie - zarechotał jeden z mężczyzn.
- Jak dobrze pójdzie, to pojawi się tu w przeciągu dwóch godzin - zawtórował mu śmiechem drugi.
- To nie jest mój.. - odpowiedziałam cicho.
- Morda! Możesz się odzywać tylko wtedy, gdy o tym zadecydujemy - ten, który stał bliżej mnie dłonią mocno objął moją szyję uniemożliwiając mi wzięcie pełnego oddechu. Wolną ręką uderzyłam w jego rękę, ale ten nawet nie myślał mnie puścić. - Waleczna. W łóżku też tak będziesz walczyć?
Uścisk na szyi się zwolnił, a ja bezwładnie opadłam na podłoże i dopiero po krótkiej chwili dotarło do mnie, po co tu tak naprawdę jestem.
Oni chcieli mnie zabić. I Jake'a też. Ale zanim do tego miałoby dojść planowali nas torturować, złamać, upokorzyć. Chcieli, byśmy swoimi życiami zapłacili za życia tych, których zabiłam.
Ja pierdole Beth. Zapamiętaj, nigdy więcej nie wybieraj się do mechaników wybranych przez Emily. O ile przeżyję, co było bardzo mało prawdopodobne.
Droga z pomieszczenia jeden, które mogło być biurem jakiegoś pod-szefa (nie wyglądało wystarczająco... brutalnie (?), żeby móc określić je jako należące do głównego szefa), do, jak się okazało, piwnicy trwała trzydzieści osiem sekund, pewnie gdyby pozwolono mi iść na własnych nogach zeszłoby około pięćdziesiąt. Jeszcze tylko kilka stopni i nawet nie zauważyłam, kiedy zostałam zrzucona na wilgotną podłogę, a moja prawa ręka została przykuta do jakiejś rzeczy, ciężko mi w tym półmroku było określić co to dokładnie było.
- To teraz tu sobie posiedzisz chwilę, zanim twój kochaś tu przyjedzie - zarechotał jeden z mężczyzn.
- Jak dobrze pójdzie, to pojawi się tu w przeciągu dwóch godzin - zawtórował mu śmiechem drugi.
- To nie jest mój.. - odpowiedziałam cicho.
- Morda! Możesz się odzywać tylko wtedy, gdy o tym zadecydujemy - ten, który stał bliżej mnie dłonią mocno objął moją szyję uniemożliwiając mi wzięcie pełnego oddechu. Wolną ręką uderzyłam w jego rękę, ale ten nawet nie myślał mnie puścić. - Waleczna. W łóżku też tak będziesz walczyć?
Uścisk na szyi się zwolnił, a ja bezwładnie opadłam na podłoże i dopiero po krótkiej chwili dotarło do mnie, po co tu tak naprawdę jestem.
Oni chcieli mnie zabić. I Jake'a też. Ale zanim do tego miałoby dojść planowali nas torturować, złamać, upokorzyć. Chcieli, byśmy swoimi życiami zapłacili za życia tych, których zabiłam.
Ja pierdole Beth. Zapamiętaj, nigdy więcej nie wybieraj się do mechaników wybranych przez Emily. O ile przeżyję, co było bardzo mało prawdopodobne.
***
Nie mając przy sobie telefonu kompletnie straciłam poczucie czasu. Nikt tu też nie zaglądał, nie słyszałam żadnych kroków w okolicy, więc nie miałam pojęcia, czy dwie godziny, o których mówił mężczyzna minęły. Byłam tylko ja i ciemność, a także narastający głód.
Chociaż było to trudne, poniekąd pogodziłam się ze swoim losem. Śmierć przychodzi prędzej, czy później, co prawda w moim przypadku będzie akurat ta pierwsza opcja, ale musimy być na nią przygotowani. Korzystając z tego, że i tak byłam zmuszona tu siedzieć, dokonałam retrospekcji całego swojego nędznego życia.
Ja, Elizabeth Sawir, nigdy nie miałam chłopaka i nigdy nie uprawiałam seksu.
Jedyny całus jaki otrzymałam od drugiego mężczyzny, który nie był moim ojcem, należał do ojca panny młodej, który wypił za dużo alkoholu.
Pracę miałam satysfakcjonującą, mieszkanie ładne, zdrowa byłam, zwierzęta też się dobrze trzymały.
Pod koniec życia za bardzo nagrzeszyłam, zabiłam dwóch bogu ducha winnych mężczyzn, chociaż jak na tym dłużej się zastanawiam chyba jednak nie byli najgrzeczniejsi, a Mikołaj w tym roku na pewno nie przyniósł im prezentów.
Śmierć w tym przypadku będzie całkiem pozytywna. Jeżeli zaginięcie Jasona jest równoznaczne z jego zabójstwem, to kiedy moje życie się zakończy, w końcu się z nim spotkam i już na zawsze będziemy razem. To był największy plus sytuacji, w której się znalazłam.
Chociaż było to trudne, poniekąd pogodziłam się ze swoim losem. Śmierć przychodzi prędzej, czy później, co prawda w moim przypadku będzie akurat ta pierwsza opcja, ale musimy być na nią przygotowani. Korzystając z tego, że i tak byłam zmuszona tu siedzieć, dokonałam retrospekcji całego swojego nędznego życia.
Ja, Elizabeth Sawir, nigdy nie miałam chłopaka i nigdy nie uprawiałam seksu.
Jedyny całus jaki otrzymałam od drugiego mężczyzny, który nie był moim ojcem, należał do ojca panny młodej, który wypił za dużo alkoholu.
Pracę miałam satysfakcjonującą, mieszkanie ładne, zdrowa byłam, zwierzęta też się dobrze trzymały.
Pod koniec życia za bardzo nagrzeszyłam, zabiłam dwóch bogu ducha winnych mężczyzn, chociaż jak na tym dłużej się zastanawiam chyba jednak nie byli najgrzeczniejsi, a Mikołaj w tym roku na pewno nie przyniósł im prezentów.
Śmierć w tym przypadku będzie całkiem pozytywna. Jeżeli zaginięcie Jasona jest równoznaczne z jego zabójstwem, to kiedy moje życie się zakończy, w końcu się z nim spotkam i już na zawsze będziemy razem. To był największy plus sytuacji, w której się znalazłam.
***
Leżałam plackiem na wilgotnym podłożu, a w powietrzu unosił się zapach gryzoni i rozkładających się zwłok. Zastanawiał mnie sposób w jaki zginę, czy bardzo będą mnie przed tym torturować? Chociaż jakby się tak zastanowić, czy ściskający żołądek z głodu nie jest gorszy niż jakakolwiek przemoc fizyczna?
- Beth? - do moich uszu dobiegł stłumiony głos. A może to tylko mi się przesłyszało? Z głodu i zmęczenia ludzi dopadają halucynacje...
- Beth!? - nie były to złudzenia, faktycznie ktoś mnie wołał. Tylko kto..
- Jake? - podniosłam się jak oparzona. Tak naprawdę nie zastanawiałam się ani chwili nad tym, czy on tutaj przyjedzie czy nie. Po prostu godziłam się na wszystko niczym posłuszna owca idąca razem ze stadem na rzeź. Kompletnie nie wzięłam pod uwagę planu, że jednak tej nocy nie umrę (mimo, że było przed dwunastą).
Kroki mężczyzny, chociaż chwiejne, szybko zbliżyły się do mnie. Poczułam na sobie ciepłe dłonie, które dokładnie mnie oglądały.
- Nic mi nie jest - powiedziałam cicho. - Jestem tylko trochę głodna.
Jake nic się nie odezwał, a dwie chwile później koło nas zjawili się ci sami obrzydliwi faceci, którzy porwali mnie z taksówki. Rozkuli kajdanki, jeden z nich mnie podniósł, a dwóch pozostałych chwyciło Jake'a. Nie planowałam się wyrywać, nawet nie wiedziałam, czy mój mechanik miał jakiś plan. Zerknęłam na niego, ale ku mojemu lekkiemu zdziwieniu pozwolił oprawcom na cokolwiek co z nim zamierzali zrobić.
Zaciągnęli nas do pomieszczenia, nie do tego samego w którym byłam na początku, to przypominało bardziej ubojnię połączoną z gabinetem. Po lewej stronie znajdowało się wielkie dębowe biurko, a po prawej metalowy stół, wokół którego widać było zaschniętą krew. Zostałam na nim posadzona, a moje ręce zostały z tyłu skute kajdankami. Jake natomiast stał naprzeciwko mnie, a jakakolwiek możliwość ruchu została mu ograniczona.
- Albo zaczniesz gadać... - zaczął jeden z nich.
- Albo? - wysapał Jake, ale odpowiedzi nie otrzymał.
Natomiast ja poczułam na swoim karku obrzydliwe łapska, które bardzo nachalnie zaczęły wchodzić pod moją bluzkę. Chropowata skóra przesuwała się po moich plecach, gdy oblech nieumiejętnie próbował rozpiąć mój stanik. Nikt się nie odzywał, a ja coraz bardziej napinałam ciało, licząc, że skończy się tylko na tym.
- Długo będziesz się z tym pierdzielił? - z drugiej strony podszedł kolejny typ, który jednym szybkim ruchem zerwał ze mnie całą górną odzież. Wszyscy obecni w pomieszczeniu mogli podziwiać moje cycki (a raczej ich brak).
- Zacznij lepiej gadać - wysyczał ten pierwszy, łapiąc mnie za pierś, drugi wsunął palce w moje włosy i pociągnął za nie. Nie tak wyobrażałam sobie swój pierwszy raz, na pewno nie tak. Do kącików oczu napłynęły mi łzy. - Im dłużej będziesz zwlekał, tym ona bardziej będzie cierpieć.
Plask.
Na policzku pozostał mi piekący ślad. Poczułam wielką gulę w gardle ale nie poruszyłam się. Zerkałam w stronę Jake'a, ale on nadal nie reagował. Nie dziwiło mnie to - sama pewnie nie wiedziałabym co zrobić.
- Beth? - do moich uszu dobiegł stłumiony głos. A może to tylko mi się przesłyszało? Z głodu i zmęczenia ludzi dopadają halucynacje...
- Beth!? - nie były to złudzenia, faktycznie ktoś mnie wołał. Tylko kto..
- Jake? - podniosłam się jak oparzona. Tak naprawdę nie zastanawiałam się ani chwili nad tym, czy on tutaj przyjedzie czy nie. Po prostu godziłam się na wszystko niczym posłuszna owca idąca razem ze stadem na rzeź. Kompletnie nie wzięłam pod uwagę planu, że jednak tej nocy nie umrę (mimo, że było przed dwunastą).
Kroki mężczyzny, chociaż chwiejne, szybko zbliżyły się do mnie. Poczułam na sobie ciepłe dłonie, które dokładnie mnie oglądały.
- Nic mi nie jest - powiedziałam cicho. - Jestem tylko trochę głodna.
Jake nic się nie odezwał, a dwie chwile później koło nas zjawili się ci sami obrzydliwi faceci, którzy porwali mnie z taksówki. Rozkuli kajdanki, jeden z nich mnie podniósł, a dwóch pozostałych chwyciło Jake'a. Nie planowałam się wyrywać, nawet nie wiedziałam, czy mój mechanik miał jakiś plan. Zerknęłam na niego, ale ku mojemu lekkiemu zdziwieniu pozwolił oprawcom na cokolwiek co z nim zamierzali zrobić.
Zaciągnęli nas do pomieszczenia, nie do tego samego w którym byłam na początku, to przypominało bardziej ubojnię połączoną z gabinetem. Po lewej stronie znajdowało się wielkie dębowe biurko, a po prawej metalowy stół, wokół którego widać było zaschniętą krew. Zostałam na nim posadzona, a moje ręce zostały z tyłu skute kajdankami. Jake natomiast stał naprzeciwko mnie, a jakakolwiek możliwość ruchu została mu ograniczona.
- Albo zaczniesz gadać... - zaczął jeden z nich.
- Albo? - wysapał Jake, ale odpowiedzi nie otrzymał.
Natomiast ja poczułam na swoim karku obrzydliwe łapska, które bardzo nachalnie zaczęły wchodzić pod moją bluzkę. Chropowata skóra przesuwała się po moich plecach, gdy oblech nieumiejętnie próbował rozpiąć mój stanik. Nikt się nie odzywał, a ja coraz bardziej napinałam ciało, licząc, że skończy się tylko na tym.
- Długo będziesz się z tym pierdzielił? - z drugiej strony podszedł kolejny typ, który jednym szybkim ruchem zerwał ze mnie całą górną odzież. Wszyscy obecni w pomieszczeniu mogli podziwiać moje cycki (a raczej ich brak).
- Zacznij lepiej gadać - wysyczał ten pierwszy, łapiąc mnie za pierś, drugi wsunął palce w moje włosy i pociągnął za nie. Nie tak wyobrażałam sobie swój pierwszy raz, na pewno nie tak. Do kącików oczu napłynęły mi łzy. - Im dłużej będziesz zwlekał, tym ona bardziej będzie cierpieć.
Plask.
Na policzku pozostał mi piekący ślad. Poczułam wielką gulę w gardle ale nie poruszyłam się. Zerkałam w stronę Jake'a, ale on nadal nie reagował. Nie dziwiło mnie to - sama pewnie nie wiedziałabym co zrobić.
- Dalej będziesz milczeć? - drugi plask.
- Chyba naszego chłoptasia bardziej interesuje jego własne życie niż ukochanej - zarechotał jeszcze inny, co do tej pory przyglądał się z drugiego rogu pomieszczenia.. Poruszył się w naszą stronę, stanął przede mną i pewnie chwycił mnie za podbródek.
- Wypnij się, suko - wycedził przez zęby. Złapał palcami za pozostałe moje ubrania i przyciągnął mnie, bym mogła zejść ze stołu, a następnie obrócił mnie, bym twarzą opierała się o zimny blat. Zerwał ze mnie spodnie i zaśmiał się triumfalnie.
- Mam kontynuować? - spojrzał się w stronę Jake'a.
- Chyba naszego chłoptasia bardziej interesuje jego własne życie niż ukochanej - zarechotał jeszcze inny, co do tej pory przyglądał się z drugiego rogu pomieszczenia.. Poruszył się w naszą stronę, stanął przede mną i pewnie chwycił mnie za podbródek.
- Wypnij się, suko - wycedził przez zęby. Złapał palcami za pozostałe moje ubrania i przyciągnął mnie, bym mogła zejść ze stołu, a następnie obrócił mnie, bym twarzą opierała się o zimny blat. Zerwał ze mnie spodnie i zaśmiał się triumfalnie.
- Mam kontynuować? - spojrzał się w stronę Jake'a.
Jake?