Jake c.d. Beth

 Bardzo ładne audi, pomyślałem gdy klientka podjechała nim pod warsztat, chyba RS7 o ile sie nie mylę. Modeli audi było już tyle, że można sie pogubić z wielką łatwością, czasem ja sam musiałem sięgnąć po pomoc internetu, by się upewnić czy dobrze myślę. 

No dobra, spojrzałem na zegarek - 15.30, czyli idealnie na czas, spodobała mi się punktualność. Sam jestem bardzo punktualny, jeśli ktoś mi mówi, że o 10.00 spotkanie - jestem już chwile przed umówioną godziną i cierpliwie czekam. Wole być 5 godzin przed czasem niż 5 minut po czasie... Nic na to nie moge poradzić, może zwyczajnie chce się pokazać z tej lepszej strony? Moją klientka zasłużyła na szacunek, to jest pewne. 

Młoda dziewczyna wysiadła z samochodu i wyjaśniła, że ma umówiony przegląd, w porządku, wszystko rozumiem. Zabrałem od niej kluczyki, ale też w mojej dłoni znalazła się wypisana kartka papieru. Chwilę się zastanowiłem co to może być i czy dotyczy mnie czy raczej nie powinno mnie interesować. Wybrałem tą drugą opcje, nim się zorientowałem kartka została zabrana, a młoda dziewczyna lekko się zarumieniła. No dobrze, nie moja sprawa, nie będę ciekawski, nie będę pytał, nie stresuj się tak, wszystko jest ok, pomyślałem. 

Wybrałem odpowiedni kluczyk do stacyjki, poza nim znajdowały się dwa breloki do dekoracji i jeszcze jeden klucz, nie wiedziałem do czego, ale to nieistotne. Sprzęgło, jedynka, włączamy silnik, puszczamy ręczny i powoli wjeżdżamy do wnętrza warsztatu, oczywiście najpierw upewniłem się, czy żaden z psów nie znajdował sie przed maską, ale na szczęście nie, zawsze zwracam na to uwagę. Dźwięk silnika zaczął grać jak najpiękniejsza pieśń świata, przez ten czas mogłem na chwile odpłynąć w siną dal. Żeby ocknąć się, specjalnie zamontowałem spowalniacze w połowie drogi na podnośnik, one zawsze spełniały swoją role i mogłem wrócić do rzeczywistości. Samochód stanął na swoim miejscu, zaciągnąłem ręczny i zgasiłem silnik. 

Sprawdzamy wszystko, powtórzyłem sobie w myślach, jak wszystko to wszystko. Zacząłem od zawieszenia, klientka jechała dość płynnie w moją stronę więc połowicznie już mogłem powiedzieć, że jest w porządku, ale muszę jeszcze spojrzeć czy nie jest uszkodzone.

- Sully? - rozglądnąłem się na boki

Owczarek po chwili zjawił się po mojej prawej stronie, przekrzywił głowę z zapytaniem " co mam zrobić?".

- Kochany psiaku - podrapałem go za uchem - naciśnij tamten guzik - wskazałem na czerwony przycisk przy szynie 

Pies zrozumiał przekaz i szybko stanął łapą na guziki, który zmienił kolor na zielony. Samochód zaczął się wznosić, w międzyczasie usłyszałem od klientki, że chętnie auto sprzeda. Czy mi się takie przyda? Chyba raczej nie, może znajdzie kupca gdzieś na mieście albo z poza miasta. Zauważyłem kątem oka jak Holi podchodzi do obcej osoby, była bardzo ostrożna, wąchała i kładła uszy, a nawet spuściła ogon. Sam byłem ciekawy jak się zachowa w stosunku do kogoś innego, za moment suczka rozluźniła się i pozwoliła na podrapanie pod brodą. Uniosłem lekko kącik ust, czyli jednak wciąż ufa i daje się dotknąć, pomyślałem. 

Zawieszenie w porządku, teraz czas na układ hamulcowy, ale gdy spojrzałem pod samochód to też wydawało mi się w porządku. Na wszelki wypadek można sprawdzić podczas próbnej jazdy. Zerknąłem również na opony, nie były zniszczone ani wyjechane, czyli auto musiało długo stać w miejscu. Żadne koło nie było poluzowane, w porządku, można jedynie je troche napompować.

- Spuść na dół - poprosiłem psa

Sully ponownie nacisnął przycisk i auto powoli zjeżdżało w dół. W międzyczasie wytarłem ręce w szmatkę, którą miałem w prawej kieszeni stroju roboczego, kiedy ja ją ostatni raz dałem do umycia? Sam nie wiem, ale jeszcze zdaje egzamin i zbiera wszelki brud z wszystkiego. 

- Jak to wygląda do tej pory? - spytała dziewczyna, Holi dotrzymywała jej kroku

- Jak na razie jest dobrze - wzruszyłem ramionami - zobacze jeszcze oświetlenie, kierownice, wyposażenie i hamulec - spojrzałem jeszcze na samochód by się upewnić czy czegoś nie pominąłem, ale raczej wszystko wymieniłem co miałem.

Samochód wylądował na dole, oświetlenie zostawie na koniec, teraz mogę zobaczyć pracę kierownicy, potem potem hamulec i po tym wszystkim wyposażenie. Wsiadłem do środka, kluczyki, gdzie one są? W kieszeni, dobra. Kierownica chodziła bardzo ładnie i swobodnie w każdą stronę, nie zacinała ani nie zrywała przy wykręcaniu, czyli koła również musiały prawidłowo działać. Od razu zaciągnąłem ręczny hamulec, działał bez zarzutów, zupełnie jakby Audi wyjechało nowe z salonu. Przyszedł czas na wyposażenie. Podobał mi się zapach wewnątrz, mało właścicieli samochodów dba o czystość swojego pojazdu, przeważnie to czuć zgnilizne z klimatyzacji, papierosy albo śmierdzące siedzenia, gorzej jak są skórzane. 

Skierowałem się do bagażnika, zapach wnętrza wciąż mi towarzyszył, co za cudowne uczucie. No dobrze, od razu rzuciła mi się w oczy apteczka, domyśliłem się, że jest nieotwierana i gotowa w każdej chwili. Zaraz obok znajdowała się mała gaśnica, złapałem ją do ręki i sprawdziłem datę przydatności - miała termin do przyszłego roku. Odłożyłem ją na miejsce, chciałem jeszcze zobaczyć czy posiada trójkąt ostrzegawczy. Wyjąłem tylko koszyk z różnościami, były tam drobiazgi, które nie powinny mnie obchodzić, dojrzałem tylko paczkę karmy dla kota. Uniosłem klapę bagażnika - koło zapasowe jest, trójkąt jest, można zamykać. Pozostało jedynie oświetlenie. 

Poprosiłem młodą dziewczynę o zajęcie miejsca kierowcy. Wyjaśniłem jej, że będę mówił, które światła ma włączyć i to potrwa chwilkę. Z przodu jedna lampka nie działała, pozostałe zwykłe, przeciwmgielne działały prawidłowo. Z tyłu wszystko było w porządku.

- Wszystko na dziś - stwierdziłem, zacząłem mieć lekką zadyszkę - ogólnie wszystko jest w porządku, zawieszenie sprawne, kierownica chodzi bardzo swobodnie, hamulce również, całe wyposażenie Pani posiada, jedynie co, to dopompuje powietrze do opon i wymienie żarówke z przodu

- Dziękuje, ciesze się, że jest sprawny - uśmiechnęła się i skierowała wzrok na suczke pitbulla obo siebie - jesteś przecudowna - podrapała ją za uchem 

Sully również podszedł do dziewczyny i zazdrośnie również domagał się pieszczot. Klientka nie miała wyboru, musiała obydwóm dostarczać uwagi po równo.

- Czy moge im zrobić zdjęcia? - spytała nieśmiało - wyglądają tak słodko razem, a sama też mam Samoyeda w domu

Chwyciłem nową żarówkę w dłoń, zdjęcia? W sumie...

- Myśle, że nie odmówią - zgodziłem się i zabrałem się za niedziałające światło


Beth?



Pauu Lina krytyczna biel