Beth c.d. Jake

Aparat. Zdjęcia. Ja naprawdę chyba powinnam udać się na jakąś terapię, bo jedyne tematy, o których potrafię rozmawiać to fotografia i Jason. Kiedy jeszcze ubiegałam się o względy mężczyzny czytałam pewien artykuł noszący dumną nazwę: "Jak sprawić, by faceci oszaleli na twoim punkcie?". Jeden z początkowych punktów głosił przekonanie, że jeżeli kobieta całkowicie oddaje się swojemu hobby i z wielkim zainteresowaniem potrafi opowiadać o tym godzinami (nawet jeżeli druga osoba niespecjalnie wie o co chodzi) to staje się bardziej atrakcyjna od innych. Małym druczkiem dopisano, że chodzi przede wszystkim o jakieś ciekawe hobby, a nie malowanie, podróże i picie wina z przyjaciółką przy serialu. Moim drugim zainteresowaniem jest oczywiście Jason, ale jeżeli miałabym kiedyś związać się z kimś innym (czego chyba tak naprawdę nie chcę) to byłoby nieco niezręcznie, gdybym przez pierwsze kilka spotkań mówiła wyłącznie o mojej martwej, pierwszej (i jedynej) miłości.

Czasami chciałabym móc wyłączyć swoje myśli tak jak wyłącza się samochód. Przekręcasz kluczyk albo wciskasz przycisk i koniec, nie pojedziesz dalej. Tak samo mógłby działać ludzki umysł. Nie chcesz myśleć i zadręczać się tym co się stało, pyk i proszę: mózg nie działa, a ty idziesz spać lub jak zombie oglądasz jakiś głupi serial, żeby tylko zleciał czas. Czas, który ma leczyć rany, a im więcej go mija tym bardziej boli. Im więcej myślałam tym bardziej obwiniałam siebie za jego śmierć.

Zdjęcia, aparat. Wszystko zaczęło się od jednej głupiej sesji, gdzie głupia Elizabeth nie potrafiła się przedstawić jak na dorosłego człowieka przystało. Potem wszystko działo się tak nagle: awans na prywatnego fotografa Black Wings, konflikt z Mią-żmiją, zbliżenie się do Jasona (ale nadal bycie w friendzone), a potem w końcu on zrozumiał co do niego czuję i on sam też to zrozumiał. A jeszcze bardziej w końcu on zginął przez to, że mnie pokochał. Czy taki sam los czeka te biedne pieski? Nie chciałam, by takie piękności straciły życie przez kilka głupich zdjęć. Poczułam, że łza zakręciła mi się w kąciku lewego oka.

- Chyba zmieniłam zdanie. 

- Nie rozumiem - odparł mechanik spoglądając na mnie z niekrytym zdziwieniem.

- Nie chcę, żeby pańskie psy zginęły przez te głupie zdjęcia. Nie i koniec - powiedziałam z udawaną pewnością siebie nie zważając na to, że brzmię jak ostatnia wariatka. Czy on pomyśli że mam "te" dni

- Proszę pani, naprawdę wierzę, że zwierzętom nic się nie dzieje - ciężko mi było wywnioskować co o mnie pomyślał, ale byłam przekonana, że się ze mnie nabijał. Wiedziałam jednak, że ludzie pracujący w branżach polegających na usługiwaniu innym ludziom (jak kasjer, mechanik, fotograf) widzieli naprawdę dużo, a wiele historii wspominają latami. Elizabeth Sawir, właśnie trafiłaś do historii.

Wzięłam głęboki oddech, wyburczałam krótkie "przepraszam" pod nosem i ręką przetarłam kącik oka w nadziei, że żadna niepożądana łza już tam się nie pojawi. Wyciągnęłam z torebki niewielki aparat, który towarzyszył mi zawsze i wszędzie i rozejrzałam się dookoła szukając odpowiedniego miejsca do zrobienia zdjęć. Nie miałam jakichś wielkich wymagań, jednak no psy to zwierzęta, zwierzęta czyli natura, równanie proste z jedną niewiadomą, znaczy się no, jakiś las, jezioro, cokolwiek gdzie nie widać jakiejkolwiek ingerencji ludzkiej. Ludzie to zakała tej planety.

Poszukiwania idealnego miejsca nie trwały długo; zaraz obok warsztatu znajdowało się jezioro. Nic więcej nie było mi do szczęścia potrzebne. Nie miałam zbyt wielkiej wprawy w fotografowaniu zwierząt, lecz dla doświadczonego fotografa, którym byłam, nie stanowiło to większego problemu. Wystarczyło tylko zacząć robić zdjęcia. Pierwsze z nich były, jakby to ładnie nazwać: zdjęcia portretowe. Psiaki sfotografowane od połowy klatki piersiowej w górę. Potem kilka ujęć całych sylwetek - stojących, siedzących jak i w biegu. Kolejne kilka zawierały oba psiaki w kadrze, nie obyło się także bez fotografii z gonienia patyka, wspólnej zabawy i tych w wodzie. Trafili mi się naprawdę grzeczni i inteligentni modele.

- Kochane pieski - po skończonej sesji należała się nagroda i podziękowanie zwierzakom. Z torebki wyciągnęłam kilka zaginionych smakołyków Chmurki.

- Wymieniłem tą żarówkę - znikąd pojawił się głos mechanika. Spanikowana spojrzałam na zegarek w telefonie, było już kilkanaście minut po godzinie siedemnastej. 
- Naprawdę bardzo panu dziękuję - wyciągnęłam portfel i rozliczyłam się z mężczyzną. - Teraz zostało mi tylko posprzątać samochód i wystawić na sprzedaż - dodałam już nieco ciszej do siebie.

Zapadła niezręczna cisza. Spojrzałam na jezioro zachwycając się jego pięknem. Gdyby Jason tu był…

- Czy mogłabym przyprowadzić do pana drugi samochód? Nie musi być to dzisiaj, może być inny dzień.


Jake?

Pauu Lina krytyczna biel