- Nie ma problemu - zgodziłem się - może być na jutro termin, 10 rano? - sięgnąłem dłonią w kieszeń i natrafiłem na kawałek papieru z ołówkiem
- Pasuje - dziewczyna posłała mi uśmiech - 10 rano, zapamiętam
Oparłem się o drzwi do warsztatu, żeby odciążyć również postrzeloną noge, od razu było mi lżej. Za chwile zjawił się Sully z wyciągniętym językiem do dołu, a Holi niczym niezmordowana próbowała zachęcić swojego starszego brata do zabawy. Trzymała w pysku żółtą piłkę w czerwone marchewki, piszczała bardzo BARDZO głośno żeby zwrócić na siebie uwage. Sully spojrzał na nas jakby chciał powiedzieć "zabierzcie ode mnie tego natręciucha, chce odpocząć". Wypuściłem energiczne powietrze przez nos, wyglądali cudownie razem.
- Obydwoje są niezwykle fotogeniczni - stwierdziła Beth, ale za chwile spoważniała - wywołam zdjęcia i przyniosę je tutaj, wybierze Pan sobie te najlepsze, bo w końcu to nie moje zwierzaki - poprawiła włosy za uchem
- Mów mi Jake, nie lubie tego...Pana i takich tam - pokręciłem głową, zdecydowanie to do mnie nie pasowało
- No dobrze - zgodziła się - więc ja jestem Beth - wyciągnęła ręke w moją stronę.
Z przyzwyczajenia podałem jej prawą dłoń, oczywiście ramie także było postrzelone , odczułem ucisk przy unoszeniu, ale już mniejszy, zdecydowanie zaraz zmienie bandaże. Myślę, że jeszcze kilka tygodni i dojdę do siebie.
Pożegnałem się z Beth, jutro przyjedzie drugim samochodem - ciekaw byłem co będzie z nim do roboty. Ta dociekliwość zawsze mnie motywowała w jakiś sposób i aż zwyczajnie chciało mi się działać.
- Nie daje ci spokoju, co? - zapytałem owczarka, który schował się za mną.
Westchnąłem cicho, przez to kalectwo nie mam jak wyładować energi Holi i próbuje wszelkich sposobów żeby się zmęczyć. Pitbulle są niezwykle wytrzymałe, a w dodatku codziennie trzeba im dostarczyć odpowiedniej dawki ruchu, w tej chwili nie mogłem jej tego dać. Rzucanie piłki czy patyka nie wystarczy....
Wymień w końcu te bandaże baranie, przypomniało mi się, gdy po ręce poleciała mi mała stróżka krwi i trzy krople spoczęły na miękkim piasku przy drzwiach. Obstawiałem, że to przez wyginanie sie podczas przeglądu samochodu rana musiała sie otworzyć, w końcu, rękami pracuje cały czas i musze je wyginać czy obracać. Jedyny plus, że pozostałe się zrosły, tylko ta jedna jest uparta.
Sully mając już naprawde dość przyjaciółki, wskoczył na swoje legowisko umieszczone wyżej i odetchnął z ulgą. Suczka przekrzywiła głowę zdziwiona.
- Chodź do środka, zgrzałaś się - powiedziałem do niej, w domu jest o wiele chłodniej.
Musze tu naprawdę posprzątać, pomyślałem, rozglądnąłem się po każdym kącie i aż mi to dało kopa do zabrania szmaty z wiadrem wody. Tu troche smaru, tam plamy paliwa, na stole różne narzędzia, po ziemi turlały się kłębki futra oraz okruchy karmy, wieszak był obciążony zapasowym strojem roboczym z wypchanymi kieszeniami, no i ten przeklęty plecak z trzema wypełnionymi strzykawkami. Przełamie się, w pewnym momencie je wyrzuce i nigdy więcej po nie nie sięgne, zostaną zapomniane tak jak ja kiedyś.
Nalałem dla suni miskę z wodą, dyszała jak szalona, ale pyszczek miała szeroko uśmiechnięty jakby wciąż była gotowa na kolejną zabawę. Obiecuje, że gdy dojdę w miarę do siebie to zabiore ją gdzieś do lasu i będzie mogła poszaleć w liściach.
Chwyciłem najbliższe krzesło zza kanapy i usiadłem na nim z ulgą, aż zrobiło mi się lekko. Odetchnąłem z ulgą, przymknąłem oczy i oddałem się w kilkusekundowy spoczynek, wyobraziłem sobie szczęśliwe psiaki, siebie oraz moich rodziców razem przebywających w parku. Wszędzie panowała zieleń, powiewał delikatny wiosenny wiatr, w określonych miejscach były nasadzone tulipany, wokół rozbrzmiewały rozmowy starszych i śmiechy dzieciaków. Życie toczyło się powoli, ale szczęśliwie, ja byłem nawet szczęśliwy, rozgadany, ożywiony....
Wróciłem na ziemie, bandaże ty durniu. Chwyciłem apteczkę z okna, wolałem mieć ją zawsze na widoku, bo podczas pracy też może się coś niespodziewanego wydarzyć. Całe szczęście, że strój roboczy był zdejmowany od góry, oszczędze sobie wysiłku. Koszulka poszła już jedną ręką i wylądowała na szafce obok, chyba należało by ją dać do prania. Ok, gazy są, bandaże, nożyczki, plastry, sól, fizjologiczna i sprey do oczyszczania ran. Wyrzuciłem stare rzeczy do kosza za biurkiem, zazwyczaj nie chce ich mieć na widoku, poplamione bandaże przypominają o sobie, że wciąz rana nie jest do końca zasklepiona....
Nagle usłyszałem pukanie do drzwi, zmrużyłem oczy, nikt nie miał żadnego przeglądu o tej godzinie, to o co chodzi? Psy ruszyły się ze swoich miejsc i przywitały tajemniczą osobę wesołym szczekaniem. Dzięki nim od razu rozpoznałem głos Beth, miała charakterystyczny głos. Chwila....nie miała ona przyjść później ze zdjęciami? Ale, że tak szybko? Spojrzałem na zegar - od przeglądu jej samochodu minęło dobre 6 godzin, tak szybko to przeleciało?
Sully wpadł do domu cały uszczęśliwiony otwierając inteligentnie drzwi, cwaniak umie wszystko otworzyć.
- Jake? Przyniosłam zdjęcia, tak jak obiecałam - zawołała dziewczyna, rozglądała się na boki - gdzie on jest hmm? - spytała psy
No nic, za chwile to zrobie, pomyślałem, pochowałem wszystko do apteczki i przysunąłem pod ścianę. Przydałaby sie jakaś koszulka, zgaduje, że mam jeszcze jakieś czyste.
Holi usiadła w drzwiach cała dumna z siebie, miała skierowany wzrok na mnie i odchyliła uszy do tyłu. Beth stanęła obok niej i podrapała za uchem, ja w tym czasie zdążyłem założyć jakąś pierwszą lepszą koszulke.
- Wybacz, że tak niespodziewanie, ale nie mogłam czekać do jutra, psiaki wyszły przecudownie - tłumaczyła sie z zadowoleniem - szczególnie na kilku w wodzie albo wspólnie pozujących, być może zrobić z tego galerie zdjęć?
Kanapa będzie odpowiednia, pomyślałem, zabrałem z niej psie zabawki i narzędzia, o dziwo znalazł się też mój ręcznik , na koniec odsłoniłem okno. Może nie było zbyt przytulnie, ale można było gdzie usiąść.
- Chętnie zobacze te zdjęcia - powiedziałem, strzepnąłem jeszcze kilka kłębków sierści
(Beth?)