Zajmowanie myśli czymkolwiek innym co nie było powiązane z Jasonem wychodziło mi coraz lepiej. Co prawda w oczach innych ludzi pewnie wyglądałam jak wariatka, której udało się zbiec z psychiatryka, lecz nie to było dla mnie teraz ważne. Zatrzymałam się na chwilę i spojrzałam w przestrzeń przed siebie i zadałam sobie to pytanie: Beth, co w tej chwili jest dla ciebie najważniejsze? I kiedy odnosiłam wrażenie, że znam odpowiedź na to pytanie dźwięk klaksonu samochodu za mną przywrócił mnie na ziemię. Zestresowana wcisnęłam światła awaryjne i już miałam ruszać, jednakże kierowca nie zamierzał odpuścić. Podjechał swoim wielkim mercedesem i zastawił mi drogę, a następnie wysiadł i stanowczo zaczął stukać w moją szybę. Delikatnie ją odsunęłam i kiedy miałam zapytać się czy coś jest nie tak mężczyzna mnie uprzedził.
- Jeżeli masz problem z jeżdżeniem samochodem to nim kurwa nie jeździj! - wydarł się a mnie, a kiedy już miał odchodzić dodał - ładna buźka i samochód to nie wszystko.
Poczułam jak z nerwów w kącikach oczu zakręciły mi się łzy, jednak kiedy kierowca mercedesa odjechał sama wbiłam but w podłogę i pokierowałam się w stronę swojego nowego mechanika. Na moment zapomniałam w jakim celu jechałam do niego, lecz na szczęście udało mi się wrócić myślami na dobry tor. Sesja, która odbyła się wcześniej tego samego dnia poniekąd przypomniała mi, że jest na tym świecie coś dobrego, a nie tylko wieczne użalanie się nad sobą. Zdjęcia psów Jake'a wyszły fenomenalnie i jak nigdy nie mam problemu, żeby poczekać z ich ukazaniem to tym razem zaraz po ich wywołaniu wpakowałam się w samochód i ruszyłam prosto do mojego nowego znajomego. Po drodze okazało się, że mam za mało paliwa i musiałam zatrzymać się na stacji. Tam oczywiście zostałam zbombardowana falą pytań o karty lojalnościowe czy o chęć zakupu dodatkowego produktu (chyba powinnam popracowć nad pewnością siebie bo nie dało mi się wyjść bez kawy, na którą nie miałam ochotę), lecz korzystając z okazji kupiłam jedno z moich ulubionych czerwonych win. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam w stronę warsztatu Jake'a.
Czy mogło to wyglądać jakbym była wariatką nachodzącą ludzi w wolnym czasie? Może tak, ale w głębi siebie wierzyłam, że mężczyzna oleje fakt tego, że dość późną porą wpraszam się do kogoś, znaczy pod warunkiem, że w ogóle mnie wpuści.
Zostawiłam samochód przy bramie i skierowałam się w stronę drzwi wejściowych. Nieco zdziwił mnie fakt, że zostały one otworzone przez psa, ale chwilę później siedziałam już na kanapie.
- W razie czego zawsze mogę wydrukować je w innym wymiarze, dorzucić coś do tła czy cokolwiek sobie innego życzysz - zaczęłam temat. - Myślę, że zdjęcia twoich przecudownych psów możnaby wrzucić w kalendarz, idealnie będzie ci pasował do warsztatu.
Spojrzałam na mężczyznę, który w ciszy przeglądał zdjęcia. Z jego wyrazu twarzy ciężko było cokolwiek odczytać. Nigdy nie byłam dobra w czytaniu cudzych emocji, więc po niedługiej chwili rozważania odpuściłam.
- I co o nich myślisz? - spytałam nieśmiało.
- Psy są świetne - odparł bez zastanowienia. Uniósł głowę i spojrzał na moją minę i dodał - zdjęcia też.
W duchu odetchnęłam z ulgą, jednak im bardziej chciałam rozgryźć Jake'a tym gorzej mi to wychodziło. Nie był zbyt rozmowny, co oczywiście nie było jakąś wadą, jednakże (dla zajęcia myśli) chciałam wiedzieć cokolwiek o moim nowym mechaniku. Jako osoba, usługodawca, wiedziałam, że nie wszyscy lubią opowiadać o sobie i spowiadać się z całego życia, lecz każdemu czasem zdarza się opowiedzieć jakąś anegdotkę, prawdziwą czy też wymyśloną niezależnie od sytuacji.
Przez następne kilka chwil rozmawialiśmy o zdjęciach, a kiedy zabrakło tematu wyciągnęłam z torebki wino z propozycją wspólnego napicia się. Nie traktowałam tego jako randki, po prostu stwierdziłam, że miło będzie spędzić czas z kimś innym nż z moją samozwańczą współlokatorką Emily. Kiedy Jake miał odpowiedzieć na moją propozycję rozległo się głośne pukanie do drzwi wejściowych.
- Oh, czyżby to twoja miłość? Powinnam jechać do domu? - zażartowałam
Jake?