Brawo dla ciebie idioto, pomyślałem, zniszczyłeś życie niewinnej istocie, teraz naprawdę zasłużyłem na kulke w łeb, może gdzieś w pobliżu leży jakaś broń albo chociaż ten fajny shoutgun? Jedno pociągnięcie za spust i skończyłoby się latanie za mną, miasto by odpoczęło od ciężaru, ustałoby strzelanie, wszyscy by odpoczęli od awantur jakie się dzieją tutaj w warsztacie.... Może rzeczywiście pozbyć się siebie? Może....jak znowu się tu zjawią to dać im się....? Albo samemu...? Czułem się ogólnie zły, że Beth tutaj była razem ze mną, bo gdybym jej nie znał, to ta dwójka zbirów załatwiłaby mnie na dobre i nikt by o tym nie wiedział, nawet nikt by się nie przejął, ale z drugiej strony czułem się odpowiedzialny za nią i miałem motywacje do obrony kogoś, co nie zdarza się u mnie praktycznie wcale. Zaczynałem myśleć o tym, że serio w jakiś swój sposób ją ''polubiłem'', nie było to typowe przyjacielskie uczucie, bo nic nie czuje - nawet to, że mam wewnątrz siebie narządy, kości czy nawet bicia serca. Może można to nazwać koleżeństwem? Ehh bije się z myślami...
Ściemniło się na dworze, nawet nie wiem kiedy wybiła godzina 20.00, to wszystko się wydarzyło za szybko. Taksówka z Beth odjechała, z przyjemnością posłuchałem jak kamyki spod kół ocierały się o siebie i trzaskały gdy samochód ruszył się leniwie z miejsca. Nie chciałem nawiązywać kontaktu wzrokowego, raz, że nie znoszę tego, a dwa - wątpię żeby dziewczyna chciała patrzeć na takiego śmiecia. Otarłem ręce o siebie, powiał chłodny wiatr, to był sygnał, że czas ogarnąć dom i jakoś pozasłaniać okna na noc, a jutro coś się wymyśli.
*Rano, godzina 7.30*
No dobra, noc była ciężka do zaśnięcia, nie ze względu tremy czy strachu, bo ci durnie wrócą, tylko dlatego, że wszędzie leżało szkło (mimo, że posprzątałem ile się dało), psy mogły uszkodzić sobie łapy, prowizoryczne ręczniki nie zatrzymywały zimnego powietrza i jeszcze troche dawały o sobie znać rany, ale nie doskwierały aż tak mocno. Holi i Sully byli niezwykle przejęci, kilka godzin temu, gdy otworzyłem im drzwiczki, chodzili za mną jak podczas hipnozy i nie mieli zamiaru odejść ode mnie choćby na metr. Tak jak się położyłem do łóżka - obydwoje wskoczyli jednocześnie za mną i położyli jak najbliżej twarzy. Wiedziałem, że psy potrafią być niezwykle wierne, ale myślałem, że tak jak ludzie potrafią się o kogoś zatroszczyć i dać nadzieje.
Od godziny czwartej miałem już problem z zaśnięciem i bardziej czuwałem, ogólnie to Holi weszła pod kołdre i widziałem jedynie jej wystający nos. Musiałbym powbijać jakieś deski, pomyślałem patrząc na dziury w ścianach.
Zsunąłem nogi z tapczanu i tak kilka minut posiedziałem w bezruchu, rozejdzie się ból po ciele? Wrócą wspomnienia z wczoraj? Czy rzeczywiście polubiłem Beth, a może to tylko złudzenie? Mam na dzisiaj przeglądy? Dam rade naprawić chatke? Moja głowa....
Telefon zaczął wibrować na stoliku, spojrzałem na niego kątem oka, wyświetlił się na ekranie numer do Beth, czy naprawdę chcesz ze mną rozmawiać? Obserwowałem urządzenie aż nie przestało wydawać dźwięków, mam to odebrać i przypomnieć jej o tym, że zadaje się z dawnym członkiem gangu narkotykowego i totalnym dupkiem, który zniszczył jej życie? Znowu zaczął dzwonić, znowu ten sam numer, Beth odpuść, proszę, ułóż sobie życie w spokoju, a nie narażaj się będąc ze mną. Masz fajny dom, fajne hobby, rozwijaj się, o mnie się totalnie nie martw, możesz nawet zapomnieć, że istnieje. Przestało dzwonić. Zbliżyłem się do niewielkiego lustra na ścianie, dobra zmieńmy te opatrunki, pomyślałem zdejmując koszulkę. Przyjrzałem się dokładnie swojemu wizerunkowi, naszło mnie obrzydzenie, kuźwa, ale z ciebie szkarada, przeszło mi przez myśl, dostrzegłem liczne blizny postrzałowe i cięte, pewnie Beth miała mieszane myśli gdy opatrywała mi rane na brzuchu i widziała to wszystko....
Komórka zadzwoniła trzeci raz, ale miałem to totalnie w nosie, z jednej strony chciałem odebrać, ale coś mnie blokowało i chwile potem kontynuowałem swoje czynności czyli uszykowałem jedzenie dla psów. Dzwonek wydawał mi się głuchy, nie słyszałem go, zupełnie jakby rozładował się. Psiaki rozkoszowały się jedzeniem, to był dla mnie zawsze cudowny widok, wiedziałem wtedy, że wszystko jest z nimi w porządku i nic im nie dolegało. Chore zwierzaki zazwyczaj ignorują pokarm i nie piją wody, a to jest wtedy wyraźny sygnał do wizyty u weterynarza. Po posiłku otworzyłem ledwo powieszone drzwi na zawiasach, w pierwszych sekundach myślałem, że zlecą z hukiem na ziemie, ale o dziwo się utrzymały. Holi z Sullym wybiegli na zewnątrz i zaczęli się bawić za warsztatem, w tej chwili telefon zadzwonił poraz czwarty, zacząłem się lekko stresować, może odebrać? Blokada nie pozwalała mi na nic, stałem w miejscu i rozmyślałem co zrobić. Ona nie może się mną aż tak interesować, nie po tym co przeszła wczorajszego dnia, na pewno mi tego nigdy nie wybaczy, z resztą ja sobie samemu tego do końca życia nie wybacze. Telefon ucichł, nie dzwoń więcej błagam, oszczędź sobie nerwów i pójdź gdzieś z dala ode mnie. Gdy tylko dzwonek ucichł, spojrzałem na plan dnia, na dziś miałem jeden przegląd sprzęgła, ale dopiero wieczorem. Komórka wydawała mi się teraz największym wrogiem, patrzyłem na nią z powagą i niechęcią, nie dzwoń więcej, pomyślałem. Jak na złość zaczęła dzwonić i miałem wrażenie, że gra coraz głośniej, chciałem odebrać, ale potem sobie myślałem, że chce się wyżyć na mnie albo powiedzieć, że ma dość i zrywa kontakt, a może chciała wiedzieć kim byłem? Bije sie z myślami, nie moge z nimi wygrać. Telefon ucichł, poczułem ulgę, proszę cię, odpuść i nie rób sobie nadziei. Przez kilka kolejnych minut czekałem aż znów zadzwoni, ale ku mojemu szczęściu nic takiego nie nastąpiło. Rozsiadłem się wygodnie na tapczanie, a potem tak mi oczy zaczęły opadać, że znalazłem się płasko na miękkim oparciu kanapy. Słońce mi świeciło mocno przez zniszczone okna więc odwróciłem się plecami do drzwi i nie miałem bladego pojęcia kiedy zasnąłem. Wcisnąłem się głową w kąt tapczanu i usnąłem jak dziecko.
(Beth?)